A może na rower? Szczawnica to doskonałe miejsce na turystykę rowerową. Miłośnicy dwóch kółek znajdą tu coś dla siebie w zasadzie cały rok. Pieniny i Beskid Sądecki, oplatają z obu stron Szczawnicę stwarzając wyjątkowe warunki dla każdego rowerzysty.…
Rowerzyści w różnym wieku i o różnym poziomie zaawansowania przyjeżdżają do Szczawnicy przez większą część roku, bo połączenie Pienin z Beskidem Sądeckim daje im dostęp do dróg i ścieżek biegnących dnem dolin, trawersujących zbocza oraz wiodących na granie. Sezon zaczyna się zwykle w marcu, gdy w dolinach pojawiają się pierwsze kwiaty i jasna zieleń liści, a kończy w listopadzie, kiedy bukowe lasy pokrywają się żółcią, pomarańczem i czerwienią. Najłatwiejsze pętle nie wymagają niemal żadnego wysiłku, za to te bardziej wymagające dają solidny trening i techniczne wyzwania. Na trasach downhillowych nachylenie dochodzi do ponad 20 procent, co pozwala riderom na rozwinięcie sporej prędkości, ale też wymaga precyzyjnej kontroli roweru.
Najczęściej wybierany wariant dla rodzin z dziećmi oraz osób starszych prowadzi wzdłuż Dunajca. Start jest przy parkingu nad rzeką w Szczawnicy, skąd rowerzyści wjeżdżają na Starą Drogę Pienińską i kierują się w górę nurtu. Po kilku kilometrach mijają graniczne przejście i kontynuują po słowackiej stronie aż do zabudowań Czerwonego Klasztoru. Cała pętla liczy 25 kilometrów w obie strony, zajmuje średnio dwie i pół godziny, a suma podejść wynosi tylko 50 metrów. Nawierzchnia składa się głównie z równej drogi bitej, co pozwala utrzymywać spokojne tempo bez większego zmęczenia nóg. Przez całą drogę towarzyszy głośny szum Dunajca płynącego kilkanaście metrów niżej, a wapienne ściany wznoszą się niemal pionowo, pokazując jasnoszare formacje z ciemniejszymi pasmami skał. Powietrze jest wilgotne i pachnie żywicą oraz mokrą ściółką leśną. Najlepiej ruszyć rano, kiedy nad wodą unosi się jeszcze niska mgła tłumiąca dźwięki i nadająca krajobrazowi miękkości. Po dotarciu do Czerwonego Klasztoru warto zrobić dłuższą przerwę na obejrzenie budynków i spacer po historycznym otoczeniu. Powrotna jazda odsłania inne kąty padania światła na skały i zmienioną perspektywę na przełom rzeki.
Drugą prostą opcją pozostaje pętla przez rezerwat Biała Woda. Rowerzyści zaczynają na parkingu Homole w Jaworkach, jadą zielonymi znakami rowerowymi w głąb rezerwatu, przejeżdżają przez Przełom Rozdziele i docierają do Obidzy. Odcinek w obie strony ma około 25 kilometrów, zwykle zajmuje trzy godziny, a różnica wzniesień wynosi 450 metrów. Droga biegnie bitymi duktami leśnymi i ścieżkami, na których zdarzają się korzenie oraz luźniejszy żwir wymagający uważnego balansowania. Wąwóz zaskakuje stromymi ścianami i czystym potokiem szemrzącym po kamieniach nawet w czasie suszy. Wysokie buki i jodły dają latem gęsty cień, obniżając temperaturę o kilka stopni względem otwartych przestrzeni. Z przełęczy Obidza da się przedłużyć wyjazd zielonym wariantem przez Wielki Rogacz na 15 kilometrów albo niebieskim przez Eliaszówkę na 18 kilometrów, gdzie trasa częściowo pokrywa się z czerwonym szlakiem pieszym. Oba warianty wprowadzają już wyraźniejsze podjazdy i techniczne zjazdy, więc sprawdzają się u osób o dobrej kondycji. W gęstym lesie łatwo stracić orientację, dlatego mapa papierowa lub aplikacja offline staje się niezbędna.
Gdy rowerzysta chce już czegoś więcej niż spokojne doliny, powinien wybrać szlaki MTB. Jedna z ciekawszych pętli, oznaczona czarnymi znakami, okrąża Sewerynówkę. Zaczyna się w Szczawnicy Wyżnej, prowadzi przez Sewerynówkę i dolinę Jastrzębiego Potoku, wchodzi na Przehybę, a wraca doliną Sopotnickiego Potoku. Całość liczy około 30 kilometrów, zajmuje przeciętnie cztery godziny, a suma podejść dochodzi do 750 metrów. Nawierzchnia zmienia się często – od krótkich odcinków asfaltu przez bite drogi po wąskie ścieżki pełne korzeni i kamieni. W dolinach potoków słychać plusk wody i odgłosy ptaków w koronach drzew, a na otwartej Hali Przehyba krajobraz otwiera się na całe pasmo Beskidu Sądeckiego i przy dobrej widoczności na zarysy Tatr. Z hali można zjechać do Gabonia, do Rytra przez Halę Konieczną albo do Piwnicznej przez Rogacze, korzystając ze szlaków pieszych i znacznie wydłużając wycieczkę.
Krótszym treningiem MTB jest niebieska trasa na Bereśnik. Startuje przy dworcu PKS w Szczawnicy, prowadzi pod górę na szczyt, a potem tą samą drogą wraca. Odcinek w jedną stronę ma osiem kilometrów, zajmuje zwykle godzinę i trzydzieści minut, a przewyższenie wynosi 450 metrów. Droga jest w większości bita, co pozwala utrzymać równy rytm podjazdu, choć w niektórych miejscach nachylenie rośnie i mięśnie pracują intensywnie. Zjazd z powrotem uczy kontroli roweru na zmiennym podłożu, od ubitej ziemi po luźniejsze kamienie. Kolejna czerwona trasa biegnie Granią Małych Pienin. Zaczyna się na parkingu Homole w Jaworkach, przechodzi obok schroniska pod Durbaszką, Rabsztyna i Jarmuty, kończąc w Szczawnicy Wyżnej. Ma dziesięć kilometrów, zajmuje około godziny i czterdziestu minut, a suma podejść wynosi zaledwie 30 metrów. Rowerzysta porusza się wzdłuż krawędzi pasma, mijając skalne wychodnie i rozległe polany. Panorama na przełom Dunajca i przeciwległe masywy jest szczególnie wyraźna po deszczu, gdy powietrze staje się czyste i ostre.
Osoby szukające prędkości wybierają trasy zjazdowe. Czerwona Rozbójnik ma 1700 metrów długości przy średnim nachyleniu 13,5 procent i jest przeznaczona dla średnio zaawansowanych oraz zaawansowanych riderów. Górna część składa się z band i skoczni pozwalających złapać flow, środkowy fragment to naturalny singletrack trawersujący las, a na dole pojawiają się step-upy i stoliki do skoków. Podłoże tworzy ziemia wymieszana z korzeniami. Najtrudniejsza czarna Ciupaga liczy 1150 metrów przy średnim nachyleniu 23 procent i powstała po przebudowie trasy, na której w 2010 roku odbywały się zawody. Tylko zaawansowani i profesjonaliści powinni ją próbować – liczne uskoki, skocznie, strome ścianki i trawersy wymagają pewnej ręki i stałego wyczucia prędkości. Podłoże jest w pełni naturalne: mieszanka ziemi, korzeni, skał i luźnych kamieni. Po deszczu robi się ślisko, dlatego warto wcześniej sprawdzić warunki.
Wszystkie ścieżki są dobrze oznakowane odpowiednimi kolorami rowerowymi. Na leśnych odcinkach wokół Sewerynówki, Białej Wody i grani Małych Pienin warto mieć telefon z mapą offline. Przed dłuższymi pętlami z większym przewyższeniem należy szczerze ocenić własną kondycję i umiejętności. Podstawowe wyposażenie obejmuje co najmniej półtora litra wody, baton energetyczny lub kanapki, kurtkę przeciwdeszczową oraz zestaw naprawczy z dętką, łatkami, pompką i multitoolkiem. W Jaworkach i Szczawnicy działają wypożyczalnie oraz punkty serwisowe, co ułatwia organizację wyjazdu. Po większych opadach niektóre fragmenty robią się błotniste, dlatego zawsze warto sprawdzić ich aktualny stan.
Zmiana pór roku całkowicie odmienia charakter jazdy. Wczesną wiosną dominuje jasna zieleń i głośny śpiew ptaków, a mgły nad Dunajcem utrzymują się dłużej. Latem gęste lasy bukowo-jodłowe dają cień i pozwalają ochłodzić się w zimnej wodzie potoków po podjeździe. Jesienią widoczność jest najlepsza, a kolory liści na bukach i jaworach tworzą silny kontrast, zwłaszcza gdy słońce prześwituje przez korony. Zimą, przy odpowiedniej warstwie śniegu, niższe odcinki nadają się do fatbike’a – wtedy panuje cisza przerywana jedynie chrzęstem opon. Rower pozwala poczuć teren bezpośrednio, od każdego metra przewyższenia po zapach mokrego lasu i euforię płynnego zjazdu po naturalnym singletracku. W jednym dniu da się połączyć rozgrzewkę nad Dunajcem z podjazdem na Bereśnik i zjazdem downhillowym, co daje kompletny obraz możliwości regionu. Planując wyjazdy, trzeba brać pod uwagę pogodę i własne zmęczenie, bo różnorodność tras sprawia, że nawet kilka wizyt nie pozwoli poznać wszystkich wariantów.
Galeria
Kliknij zdjęcie, by je powiększyć.



